Site icon WarNewsPL

Wyspiarki kraj na rozdrożu. Czy Islandia powinna dołączyć do Unii Europejskiej?

Udostępnij artykuł

Islandia – niewielki, wyspiarki kraj położony na obrzeżach Europy. Czy pozostanie także na obrzeżach Unii Europejskiej? W tym północnym kraju do głosu doszły osoby popierające wstąpienie do europejskiej wspólnoty. Chodzi oczywiście głównie o ostatnie wydarzenia dotyczące Grenlandii. Część Islandczyków zaczęło się obawiać, że wkrótce przyjdzie czas na ich ziemię, a Donald Trump zacznie wysuwać pretensje także do ich wyspy. Dla przypomnienia, mieszkańcy kraju już raz odrzucili możliwość członkostwa w UE – wtedy poszło m.in. o sporną sprawę łowisk, która to stanowi znaczną część gospodarki. Czy teraz będzie inaczej?

Między Europą i Ameryką


Islandia leży na jednej z większych wysp na Oceanie Atlantyckim. Powierzchnia kraju jest jednak niewielka i wynosi mniej więcej 103 tys. km2. Liczba ludności także nie jest duża i ledwo przekracza 400 tys. osób. Islandia nie jest jednak krajem takim jakie znamy z naszego podwórka – populacja jest zdecydowanie nierówno rozmieszczona (aż 250 tys. osób mieszka w aglomeracji Reykjaviku), a większość terytorium jest pokryta skałami i wulkanami.Bezkresne terytoria, które są głównie przemierzane przez turystów nie kojarzą nam się ze strategicznym położeniem kraju – między Europą i Ameryką, tuż przy najodleglejszych terenach północy kontynentów. Ten kto nie był w tym państwie nie może sobie nawet wyobrazić, jak wygląda tam sytuacja. Ogromne połacie terenu, niezamieszkała część Islandii i wody ją okalające z racji rozmiarów są teoretycznie podatne na obcą ingerencję. Jest to punkt zdecydowanie strategiczny dla bezpieczeństwa zachodniego świata.


Wyspa jest głównie kojarzona z turystyką. Spotkać tam można osoby z różnych części globu, mocno odznaczają się ludzie z USA czy Kanady, a z lotniska w Keflaviku obsługiwanych jest wiele połączeń do Ameryki Północnej. Nic więc dziwnego, że odczuwalna jest pewna bliskość kraju do tego kontynentu. Powiedziałbym, że Islandia jest niejako połączeniem Europy i Ameryki. Kulturowo bliżej jej do Starego Kontynentu – język, styl bycia czy architektura są zdecydowanie europejskie i bardzo skandynawskie, jednak wpływy z sąsiedniego kontynentu widoczne są np. w samochodach i częściowo w architektonicznych rozwiązaniach.


Mieszkańcy kraju czują się zdecydowanie Europejczykami – Islandia miała nawet epizod negocjowania członkostwa w UE co jednak się nie udało przez spory głównie o gospodarkę, a w szczególności o łowiska, których w państwie jest wiele, a obecność w europejskiej wspólnocie nakładałaby duże ograniczenia właśnie m.in. na rybołówstwo. Ostateczne zerwanie negocjacji trwających od lat miało miejsce trochę ponad 10 lat temu, bo w 2015 roku. Do tej pory do tematu raczej nie wracano, a co najwyżej pojawiał się w czysto teoretycznych rozważaniach. Wszystko zmieniło się jednak po ponownym objęciu stanowiska prezydenta USA przez Donalda Trumpa. Groźby wobec Grenlandii zaniepokoiły islandzkich polityków i opinię publiczną. Po Grenlandii Trump może przecież przyjść po ich kraj, który także jest położony w niezwykle strategicznym miejscu na mapie globu. Przedsmak tego mogliśmy już obserwować na razie w żartach, a przynajmmniej tak deklarowała amerykańska administracja. Kandydat na ambasadora USA w Reykjaviku Billy Long miał powiedzieć, że Islandia stanie się 52. stanem USA, on miałby zostać jego gubernatorem. Mimo że polityk przeprosił za słowa, to niesmak pozostał. Ponadto co pokazuje sprawa Grenlandii czy np. Wenezueli – trudno jest przewidzieć kroki administracji prezydenta Trumpa, a od słów do czynów może być w niektórych sytuacjach bardzo blisko.


W kraju rośnie poparcie dla UE


Islandia, zakorzeniona w kulturze europejskiej jest naturalnym kandydatem na nowego członka europejskiej wspólnoty. Próby dołączenia do UE, a raczej dyskusja na ten temat rozgorzała szczególnie w okresie kryzysu finansowego na wyspie. W tym czasie przewijały się odrębne zdania na temat opłacalności członkostwa. Jedne partie widziały w niej korzyści i możliwość ustabilizowania i naprawy finansów publicznych. Druga strona widziała w Unii tylko koszty, które kraj miałby ponieść. 16 lipca 2009 roku rozpoczęto oficjalną procedurą złożenia wniosku akcesyjnego. Stało się to po zwycięstwie w wyborach partii popierających dążenia do UE, a bezpośrednim impulsem wydaje się być wspomniany wcześniej kryzys finansowy i chęć zakorzeniania kraju w szerszej wspólnocie, być może także w formie przyjęcia wspólnej waluty euro.


Badania opinii publicznej w okolicach nowej dekady mocno się wahały. Jednym razem poparcie dla Unii było duże, innym razem przeważali przeciwnicy wejścia do wspólnoty. Ruszyły negocjacje akcesyjne, które nie były łatwe. Jak wiemy Unia to ponad 20 różnych interesów. Najpoważniejszym problemem z punktu widzenia Islandii były ograniczenia w rybołówstwie, które znacznie ograniczyłyby wolność kraju do dysponowania swoimi zasobami. Pojawiały się także głosy dotyczące zagrożeń związanych ze wspólnym rynkiem, a w tym możliwością wystąpienia jeszcze większej, masowej migracji m.in. Polaków na wyspę. Ostatecznie w 2013 roku zdecydowano się przerwać negocjacje co było pokłosiem wyborów parlamentarnych, po których władzę przejął eurosceptyczny rząd. Dwa lata później Islandia oficjalnie wycofała swoją kandydaturę do UE. Sprawa została zamknięta na kolejne 10 lat.


Członkostwo w UE stało się ponownie realne po ostatnich wydarzeniach w stosunkach międzynarodowych. Nieodpowiedzialna polityka dość bliskiego sąsiada Islandii, czyli USA, gdzie przez ostatni rok przewinęły się mocne słowa o zajęciu przez Waszyngton czy to Kanady czy Grenlandii podważyła zaufanie do obecnego układu. Islandia chociaż związana jest różnymi układami z UE to jednak formalnie do niej nie należy. Unia nie byłaby zatem zobowiązana do zapewnienia wyspie bezpieczeństwa, gdyby Amerykanom przyszło na myśl w jakiś sposób podporządkować sobie Islandię. W kraju zaczęto więc poważnie mówić o ponownych staraniach o dołączenie do UE. Chce tego znaczna część społeczeństwa, a także duża część sceny polityczej, która w Unii upatruje bezpieczne schronienie w niespokojnych czasach.


Polityczne zbliżenie na linii UE – Islandia nastąpiło w trakcie ostatniego roku. W połowie 2025 roku rozpoczęły się rozmowy o współpracy w zakresie bezpieczeństwa. Zakłada ona wspólne reagowanie na zagrożenia z dziedziny cyberprzestrzeni, działań hybrydowych czy rozwoju obronności – Islandia ma dołączyć do programu SAFE. Jest to doskonały wstęp do rozmów o przyszłym członkostwie Islandii w UE. Wcześniej nowy rząd zapowiedział wznowienie starań o członkostwo. Oczywiście pozostają kwestie sporne, takie jak dostęp do łowisk, jednak zagrożenie dla integralności Islandii może zmusić ten kraj do takich a nie innych decyzji. Dla całej Europy widzę tu dużo korzyści. Islandia może nie wnieść dużo do gospodarki UE, ale politycznie będzie to jasny sygnał i faktyczne wzmocnienie wspólnoty, z której w przeszłości kraje chciały raczej wychodzić niż wchodzić. Władze Islandii chciałyby przeprowadzić referendum odnośnie członkostwa, ma się ono odbyć do 2027 roku.


Udostępnij artykuł
Exit mobile version