Izrael wywował poruszenie w światowej dyplomacji, gdy 26 grudnia jako pierwsze państwo członkowskie ONZ ogłosił formalne uznanie państwowości somalijskiego regionu Somaliland. W jednym momencie Jerozolima podważyła zasadę nienaruszalności granic, ośmieliła pozostałe ruchy separatystyczne w Somalii i całej Afryce oraz dorzuciła komplikujący element do bez tego złożonej układanki geopolitycznej Bliskiego Wschodu i Rogu Afryki. O co zatem w tym wszystkim chodzi?

Streszczenie
Somaliland to de facto niezależny, względnie stabilny region dawnej Somalii Brytyjskiej, który w 1991 r. ogłosił niepodległość, potwierdzoną w referendum w 2001 r., choć bez uznania świata. Zbudował relacje zagraniczne głównie wokół portu Berbera i strategicznego położenia przy Zatoce Adeńskiej. Izrael uznał jego niepodległość, aby potencjalnie budować oś z ZEA, wywierać presję na Arabię Saudyjską i Turcję oraz zagrozić jemeńskim Houthi i Iranowi. Krok ten wywołał szerokie potępienie (UA, UE, OIC, Liga Arabska, Chiny) i postawił USA przed wyborem sojuszy i może wciągnąć Somaliland w rywalizację mocarstw.
Czym jest Somaliland?
Leżąc na północy Somalii, sąsiaduje z Etiopią na południu i zachodzie, Dżibuti na północnym zachodzie, somalijskim stanem Puntland na wschodzie; wzdłuż wybrzeża ciągnącego się od granicy z Dżibuti po Puntland rozciąga się widok na Zatokę Adeńską, po której drugiej stronie znajduje się Jemen i Arabia Saudyjska. Na długiej linii brzegowej (ok. 740 km — mniej więcej tyle, co wybrzeże Polski) znajduje się kilka miast portowych, w tym jedno z najważniejszych w kraju i regionie: Berbera. 176 tys. km² powierzchni deklarowanej (lub 136 tys. km² powierzchni kontrolowanej, odliczając niekontrolowane Khatumo) Somalilandu zamieszkuje ponad 6 milionów ludzi należących do trzech głównych klanów (Isaaq, Dir i Darood). Ponad milion osób żyje w stolicy, Hargeisie.

wykonano dzięki mapchart.net
Somaliland historycznie był kolonią Brytyjską; Puntland, Galmudug, Hirshabelle, Southwest, Jubaland oraz stołeczny region Banaadir leżały w granicach kolonizacji włoskiej. Dzisiejsze Dżibuti nazywane było w przeszłości Somalią Francuską, ponadto Włosi część swojego terytorium oddali w 1925 r. Kenii, a pas prawie 90 tys. km² pogranicza między Somalią i Etiopią do dzisiaj jest terytorium spornym. Gdy w 1960 r. imperia kolonialne opuściły Róg Afryki, Somalia Brytyjska i Somalia Włoska ogłosiły zjednoczenie jako Demokratyczna Republika Somalii. Jak się miało okazać, zjednoczenie mocno iluzoryczne.
W 1969 r. do władzy, na drodze przewrotu, doszedł Mohammed Siad Barre. Wspierany przez państwa komunistyczne szybko umocnił swoją pozycję i rozpoczął wprowadzanie w Somalii socjalizmu, krwawo tłumiąc wszelki sprzeciw. Z czasem zauważalne było również faworyzowanie członków jego klanu, zmora wielu afrykańskich projektów niepodległościowych w tamtym czasie. Gdy niezadowolenie z rządów Siada Barre doprowadziło do wybuchu wojny domowej w latach ‘80, siły rządowe przeprowadziły rzeź dominującej w Somalilandzie ludności Isaaq, mordując 200 tys. jej członków i zmuszając 400 tys. do ucieczki za granicę oraz niszcząc w nalotach nawet 90% największego miasta regionu, Hargaisy. Tragiczny los skutecznie zniechęcił ludność północy do wiary w somalijską jedność; gdy w 1991 r., po dekadach wojny domowej, upadł rząd Barre, Somaliland ogłosił w drodze konsensu narodowego (czy raczej — plemiennego) niepodległość w granicach dawnego mandatu brytyjskiego. Niepodległość stała się nieuznanym międzynarodowo faktem, gdy w 2001 r. lokalny rząd przeprowadził referendum ws. przyjęcia Konstytucji, zakładającej niepodległość („za” głosowało 97% wyborców).
Gdy w 1991 r. upadł rząd somalijski, ponad dwie dekady zajęło sformowanie nowego. Wojna domowa w Somalii Włoskiej rozgorzała na nowo (jestem pewien, że większość czytelników zna kultowy film „Helikopter w Ogniu”, opowiadający o jednym z jej epizodów). Pierwszy rząd tymczasowy, powołany po rozmowach w Dżibuti w 2000 r., nie zdobył poparcia. Drugi, utworzony w efekcie rozmów w Kenii w 2004 r., działał jako Tymczasowy Rząd Federalny do 2012 r., gdy przekształcony został w Federalny Rząd Somalii (FGS) z siedzibą w Mogadiszu. Ten z kolei nigdy nie osiągnął pełni kontroli nad większością państwa. W większości Somalii Włoskiej dzisiaj rządzą lokalne rady klanowe, formujące większe i mniejsze administracje, które w różnym stopniu współpracują z rządem centralnym. Zauważalne szczególnie było to, gdy w 2024 r. Mogadiszu zaproponował poprawki do Konstytucji, mające na celu reformę ustroju tak, aby wzmocnić władzę prezydenta oraz przywrócić powszechne wybory w miejsce skomplikowanych, lokalnych systemów plemiennych. Region Puntlandu w odpowiedzi zawiesił swoje członkostwo w Federacji (ale bez ogłoszenia niepodległości), podobnie Jubaland, który toczył ograniczoną walkę zbrojną z siłami federalnymi jeszcze przed kryzysem politycznym.

Wcześniej, bo w 2006 r., stolica Somalii została zdobyta przez islamistyczną koalicję milicji, w następstwie czego doszło do inwazji Etiopii, która deklarowała wojnę wyprzedzającą przeciwko dżihadystom. Rząd Tymczasowy powrócił do stolicy, którą islamiści opuścili bez walki, przenosząc się do kryjówek w okolicy i na południu kraju, ale północne terytoria przez kilka lat okupowane były przez Etiopię (o spornym terytorium wspominałem wyżej). Jedna z milicji, Al–Shabaab („Młodzież”) rozpoczęła w tym czasie rekrutację na fali swojej popularności i dzięki wsparciu Al–Kaidy, której przysięgła wierność w 2012 roku. Do dzisiaj Al–Shabaab działa i kontroluje spore obszary centralnej Somalii.

„Młodzież” rywalizuje z FGS i plemiennymi milicjami. Na kontrolowanych ziemiach zakazuje kontaktu z innymi organizacjami, w tym międzynarodowymi organizacjami humanitarnymi, wprowadza i egzekwuje radykalną interpretację szariatu (w tym zabrania słuchania muzyki i oglądania filmów). Zapewnia sobie jednak względne posłuszeństwo poprzez zwalczanie gangów przestępczych i prowadząc swego rodzaju działania sądowe, rozstrzygające często skomplikowane i pokoleniowe spory. W 2023 r. raport dla Rady Bezpieczeństwa ONZ ocenił liczebność grupy na nawet 12 tys. bojowników, operujących nawet 150 milionami dolarów rocznie. Według CFR Al–Shabaab kontroluje w pełni miasto Jilib na pograniczu Middle Juba i Lower Juba w Jubalandzie, pełniące rolę de facto stolicy ich Islamskiego Emiratu Somalii (nie mylić z emiratami wchodzącymi w skład Państwa Islamskiego vel. Daesh, IS).
W tym samym czasie Somaliland stanowczo odrzucał wszelkie próby zjednoczeniowe; rozmowy Mogadiszu-Hargaisa w latach 2012–2013, 2020 r. i 2023 r. nie doprowadziły do konkretnych postanowień. Powoli stabilizował się i rozwijał, odbudowując stolicę i rozbudowując ośrodki miejskie, zwłaszcza Barberę. Chociaż pomniejsze klany są niedoreprezentowane a niektóre organizacje monitorujące przestrzeganie praw człowieka wskazują na niedociągnięcia w kwestii swobód obywatelskich i politycznych, to na pochwałę z pewnością zasługuje bezkrwawe przekazywanie władzy po wyborach i poprawne funkcjonowanie Trójpodziału Władzy. Warto pamiętać, że prawo islamu (szariat) stanowi podstawę prawną Somalilandu, tworząc hybrydę z regionalnym prawem zwyczajowym xeer.
Somaliland i Somalia stanowią więc antypodowo różne kraje, i wydaje się jasne, czemu Hargaisa nie chce uczestniczyć w nieudolnych próbach budowy jednej Somalii przez Mogadiszu. Ma historycznie i praktycznie zasadniczo wszystkie powody, by stawiać na własną państwowość, wykazując się godną podziwu cierpliwością w egzekucji niepodległości na arenie międzynarodowej.
Podobnie jak chociażby Republika Chińska i Emirat Afganistanu, oraz wiele innych państw nieuznawanych, Somaliland utrzymuje liczne relacje międzynarodowe. Z rządem i prezydentem Somalilandu w ostatnich dekadach rozmawiały państwa z wszystkich kontynentów, chociaż aż do teraz nie zaowocowało to uznaniem jego niepodległości. Przed Izraelem najbliżej tego kroku była Etiopia, która bez konsultacji z Mogadiszu podpisała w 2024 r. umowę z Hargaisą, wedle której Addis Abeba zobowiązała się do uznania somalilandzkiej niepodległości w zamian za dostęp do portu w Berberze (pamiętać należy, że Etiopia jest państwem śródlądowym). W kwietniu 2025 r. prezydent Somalilandu powiedział natomiast, że powrót Donalda Trumpa do władzy w USA tworzy możliwość uznania niepodległości ze względu na pragmatyzm amerykańskiego lidera (chociaż pytanie Trumpa, czy „ktoś w ogóle wie, co to ten Somaliland” mogło ostudzić te nadzieje). Amerykanie mieli planować uznanie niepodległości Somalilandu w ramach planu transferu tam palestyńskich uchodźców ze Strefy Gazy, a senator z Teksasu, Ted Cruz, w liście do Trumpa wskazywał na strategiczne położenie kraju oraz jego negatywne stosunki z Pekinem.
Do najważniejszych partnerów Somalilandu przed grudniem 2025 r. należała nie tylko Etiopia. Dżibuti, podobnie jak Etiopia, uznaje paszporty Somalilandu i utrzymuje z nim kontakty polityczne i handlowe. Podobnie Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA), które po utracie wpływów w dżibutijskim porcie na rzecz Chin w 2018 r. zainwestowały 440 milionów dolarów w rozwój portu w Berberze (w 2022 r. podobną inwestycję ZEA przeprowadziła w puntlandzkim porcie w Boosaaso). Co więcej, ZEA wspiera Południową Radę Przejściową (STC) z de facto stolicą w Adenie, kontrolującą wschodni i południowy Jemen. Jasnym jest, że wpływ na Somaliland i Jemen gwarantuje Emiratom wpływ na Zatokę Adeńską, którą przepłynąć należy, gdy się zmierza do Kanału Sueskiego — co dotyczy nawet 12% światowego handlu (dane z 2023 r., przed kryzysem żeglugi spowodowanym przed ataki Houthi). Ważnym przy tym jest kontekst leżącej u wschodniego ujścia Zatoki wyspy Sokotra, nad którą faktyczną kontrolę od 2015 r. sprawowały Emiraty Arabskie, zastąpione w 2018 r. przez Arabię Saudyjską, przy czym międzynarodowo uznany rząd Jemenu, do którego teoretycznie należy wyspa, utrzymywany jest w Rijadzie przez dwór Saudów. Roszczenia do wyspy zgłasza także Mogadiszu, zwracając uwagę na geograficzną bliskość i historyczne zamieszkanie jej przez Berberów.
Jaki jest cel Izraela?
Premier Netanyahu w swoim wpisie na X, w którym ogłosił uznanie państwowości Somalilandu, określił tę decyzję jako podjętą w „duchu Porozumień Abrahama”. Znaczy to, że Somaliland w swoim czasie może dołączyć do tych traktatów, za których sprawą Izrael znormalizował stosunki dyplomatyczne z ZEA i Bahrajnem, a następnie Marokiem i Sudanem. Co ważne, sygnatariusze Porozumień nie potępili natychmiastowo izraelskiego uznania niepodległości jako jedyne państwa regionu, co spotkało się z ich krytyką i oskarżeniami o zdradę w muzułmańskiej netosferze.

Przede wszystkim sygnalizuje to poszukiwania przez Izrael partnerów, którzy pomogą mu odbudować reputację w regionie i świecie po dwuletniej, skrajnie brutalnej wojnie w Strefie Gazy. „Popchnięcie” integracji Jerozolimy z krajem wyznającym islam, w dodatku będącym istotnym elementem geopolitycznej układanki wschodniej Afryki i Zatoki Arabskiej, z pewnością może w tym pomóc. Szczególnie, że pojawia się osaczający Arabię Saudyjską trójkąt Jerozolima–Hargaisa–Abu Zabi. Rijad długo już odrzuca przystąpienie do Porozumień Abrahama, zwłaszcza po 7 października i wobec izraelskich naruszeń w Libanie i Syrii. Jednocześnie Izrael pokazał swoim atakiem rakietowym na Katar, bliskiego sojusznika USA, pokazał, że podczas osiągania swoich celów nie cofnie się przed niczym. Uznanie Somalilandu może być zatem również sygnałem, lub wręcz groźbą, pod adresem opornych Saudów.
Możliwości wynikające z potencjalnej obecności wojskowej Izraela w Somalilandzie wybiegają jednak poza teoretyczne grożenie państwom Półwyspu. Możliwość utrzymania lotnictwa w tym kraju stwarza zdolności znacznie łatwiejszego rażenia celów Houthi w Jemenie. Obecnie Izrael może uderzać w jemeńską organizację z dystansu ok. 1800 km, do czego wymagane są złożone operacje lotnicze składające się z myśliwców i latających cystern. Gdyby Jerozolimie udało się zainstalować bazy w zachodnim Somalilandzie, dystans skróciłby się do 350–600 km. Kolejny, po libańskim Hezbollahu, element irańskiej Osi Oporu znalazłby się w śmiertelnym zagrożeniu, chociaż z drugiej strony Iran lub samo Ansar Allah szukałoby w tej sytuacji pogłębienia współpracy z Al–Shabaab, póki co nie tak silnym w tej części Somalii. Sami Houthi już ogłosili, że wszystkie izraelskie instalacje wojskowe w Somalilandzie traktować będą jako cele militarne.
Mniej prawdopodobnym, ale wciąż możliwym scenariuszem byłoby wykorzystanie Somalilandu jako docelowego miejsca przesiedleń Palestyńczyków. O ile można dyskutować nt. nomenklatury stosowanej wobec działań Izraela w Strefie Gazy (o czym pisałem w artykule dla Instytutu Tertio Millennio), to taki ruch stanowiłby niepodważalny akt ludobójstwa. Nie wydaje się, żeby Somaliland był na tyle zdesperowany, by godzić się na udział w tym, zwłaszcza że pociągnęłoby to za sobą groźbę nie tylko sankcji, ale również terroryzmu. Można zakładać, że wśród palestyńskich przesiedleńców wielu byłoby gotowych dołączyć do organizacji bojowych przeciwko nowym ciemiężycielom. Znowu — Al–Shabaab mogłyby wzniecić silnie anty-somalilandzki sentyment i zainspirować setki rekrutów. MSZ Somalilandu w marcu zaprzeczyło, żeby odbyły się jakiekolwiek rozmowy na ten temat.
Chociaż Netanyahu deklaruje dążenie do współpracy z Somalilandem w dziedzinie rolnictwa, zdrowia, technologii i gospodarki, to zważywszy na niską atrakcyjność ekonomiczną (40% dochodów gospodarstw domowych stanowią pieniądze przysyłane od somalilandzkiej diaspory) należy przyjąć, że zacieśnianie relacji z Somalilandem ma podstawy przede wszystkim polityczne.
Globalne oburzenie
Wiadomość o uznaniu niepodległości Somalilandu przez Izrael spotkało się z powszechnym potępieniem na świecie. Unia Afrykańska, zrzeszająca stanowczą większość państw kontynentu, potępiła ten krok, podkreślając, że „wszelkie próby podważenia jedności, suwerenności i integralności terytorialnej Somalii są sprzeczne z fundamentalnymi zasadami UA i grożą stworzeniem niebezpiecznego precedensu”. Unia Europejska w krótkim komunikacie podkreśliła poparcie dla integralności terytorialnej Somalii i „zachęciła do dialogu między Somalilandem a federalnym rządem Somalii w celu rozwiązania długotrwałych różnic”. Potępienie nadeszło również ze strony Organizacji Współpracy Islamskiej (OIC), Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC) i Ligi Arabskiej (która w niedzielę zwołała nadzwyczajne posiedzenie, po którym wydała wspólne oświadczenie, w którym „stanowczo potępiono uznanie przez Izrael północno-zachodniego regionu Somalii, znanego jako Somaliland”).
Bahrajn i ZEA są członkami tych organizacji, podobnie jak Maroko należy do OIC, ale nie wzięły udziału we wspólnym oświadczeniu określającym izraelskie działanie jako niebezpieczny precedens i stanowcze naruszenie Karty Narodów Zjednoczonych. Podpisały się pod nim 22 państwa muzułmańskich (w tym Dżibuti!) i 2 organizacje międzynarodowe (OIC i GCC). Tak samo w podobnej (chociaż bez Indonezji i GCC) deklaracji, opublikowanej przez Katar następnego dnia. Z drugiej strony Syria i Liban również ich nie podpisały, chociaż (odmiennie dla Bahrajnu, Zea i Maroka) Bejrut i Damaszek wyraziły sprzeciw w osobnych oświadczeniach, podobnie jak Maroko; ZEA z kolei wyraziła poparcie dla jedności terytorialnej Somalii w ramach wspomnianego posiedzenia Ligi Arabskiej. Sprawa Somalilandu wciąż ma potencjał, by rozbić jedność islamskich krajów Bliskiego Wschodu, która będzie niezbędna w trakcie wprowadzania pokojowego planu Trumpa dla Strefy Gazy i regionu.

Ilustracja: https://www.facebook.com/MFAEgypt

Ilustracja: https://x.com/QNAEnglish
Szczególnie ważne jest stanowisko dwóch państw: Turcji i ChRL. Turcja jest jednym z najważniejszych sojuszników Somalii. Posiada w tym kraju kontyngent około tysiąc żołnierzy i personelu armii, który zajmuje się głównie szkoleniem somalijskiej armii federalnej i zabezpieczaniem tureckich aktywów, takich jak miejsca wydobycia surowców energetycznych. Do tego dostarcza rocznie miliony dolarów w pomocy humanitarnej i pomogła zawrzeć historyczne porozumienie z Etiopią, na mocy którego Addis Abeba miałaby otrzymać dostęp do morza w drodze komercyjnej umowy z Mogadiszu. Róg Afryki jest jednym z centralnych miejsc interesujących turecką dyplomację, która stara się pozycjonować jako regionalny gwarant stabilizacji i pokoju. Izraelski aspekt somalilandzkiej niepodległości powinien być zatem odczytywany dodatkowo jako wyzwanie rzucane Ankarze przez Jerozolimę.
Chińska Republika Ludowa, poprzez odrzucenie niepodległościowych dążeń Hargaisy i poparcie dla rządu federalnego, kontynuuje swoją politykę sprzeciwu wobec naruszeń integralności terytorialnej. Ma ona na celu m.in. sygnalizację stanowiska w sprawie ewentualnego uznawania niepodległości Tajwanu i ukazywanie Pekinu jako silnego zwolennika niezmienności ustalonych granic międzynarodowych. Również bliskie związki Hargaisy z Tajpejem mają wpływ na reakcję tego azjatyckiego mocarstwa. Chiny zaznaczyły przede wszystkim swoje zainteresowanie wydarzeniami w regionie. Są kluczowym partnerem handlowym dla Rogu Afryki (wyłączając Somalię, której eksport do Chin to zaledwie 0,7% całości, a import z Chin — 19,6%) i utrzymują militarną obecność w Dżibuti. Być może dynamiczne zmiany sprowokują je do wzmocnienia tej aktywności.
Stany Zjednoczone zachowują milczenie, ale na poniedziałek 29.12 zwołane w tej sprawie zostało posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ. Niejasne jest, czemu Izrael zdecydował się na tak radykalny krok tuż przed tym jak Somalia ma objąć rotacyjne, miesięczne przewodnictwo w RB. Ameryka stoi przed wyborem. Z jednej strony poparcie działań Izraela, swojego „najbliższego sojusznika”, i zapewnienie sobie specjalnych względów w Somalilandzie (jednocześnie przekreślających dekady dorobku politycznego w Somalii). Po drugiej może stanąć po stronie Turcji, Arabii Saudyjskiej i Kataru, z którymi administracja Trumpa zacieśnienia współpracę na wszystkich polach. Oczywiście, jako mocarstwo Waszyngton może pozwolić sobie na odwlekanie opowiedzenia się po którejś ze stron, ale nawet mocarstwa nie mogą być neutralne w nieskończoność.
Sama Somalia nie ma jednak obecnie żadnych środków, by realnie kontestować niepodległość Somalilandu, o czym ten doskonale wie, i co od dekad wykorzystuje. Mogadiszu, jak opisane jest wcześniej, nie jest w stanie kontrolować większości kraju, wobec czego przeciwko Hargeisie może występować tylko poprzez dyplomację. Z drugiej strony może spróbować wykorzystać momentum i przyciągnąć uwagę globalnych aktorów, by wówczas zabezpieczyć nowe wsparcie dla swojej sprawy.
Dla Somalilandu przyszedł czas świętowania, ale nie może spoczywać na laurach. W niedzielę wieczorem pojawiły się w sieci nagrania, z których wynikać ma, iż w prowincji Awdal na północy Somalilandu, przy granicy z Dżibuti, dochodzi do anty–izraelskich i anty–separatystycznych wystąpień. Co więcej, Hargaisa może łatwo stać się jedynie narzędziem w rękach silniejszych graczy. Jeśli nie zdoła zapewnić sobie konkretnych zobowiązań ze strony Izraela, jednocześnie pozwalając mu na szerokie działania strategiczne, zaryzykuje utratę wypracowanego statusu i wiary obywateli w sens niepodległości.
Artykuł opublikowano 29.12.2025 r., przed posiedzeniem RB ONZ w tej sprawie. Możliwe ew. aktualizacje.
Warto przeczytać:
Jak działa Al–Shabaab i czemu jest skuteczne wg. Roberta Kluijvera z The New Humanitarian
Matt Bryden opisuje jak islamistyczne ugrupowania są w stanie zamienić Somalię w kraj dżihadystów
Artykuł The Economist o kryzysie w projekcie budowy państwa somalijskiego

