72. sekretarz stanu USA, Marco Rubio, 13 lutego zwrócił się w przemowie do uczestników Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium, prezentując poglądy Waszyngtonu na szereg kwestii z zakresu stosunków międzynarodowych, w tym relacji amerykańsko-europejskich i przyszłości NATO. Artykuł niniejszy prezentuje, za pomocą obszernych cytatów, najważniejsze wątki i tezy wystąpienia.

Wystąpienie Rubio w skrócie:
●historyczny sojusz Europy i Ameryki w czasie zimnej wojny uratował świat przed komunizmem i doprowadził do odbudowy
●Zachód uległ błędnemu złudzeniu, iż liberalna demokracja i globalizacja zastąpią interesy narodowe, co spowodowało wiele szkód, takich jak osłabienie przemysłu i masowa imigracja
●wezwał do odnowy Zachodu pod przywództwem USA, opartej na suwerenności, wspólnym dziedzictwie cywilizacji zachodniej i współpracy
Zachód zachłysnął się optymizmem po zimnej wojnie
W pierwszej części wystąpienia Rubio zarysował historię wspólnej walki zachodu z komunizmem po II wojnie światowej. Jego zdaniem euforia po upadku “Imperium Zła” (amerykańskie określenie z epoki na Związek Sowiecki) spowodowała wiarę w nadejście “końca historii”, zgodnie z którym “każdy naród będzie liberalną demokracją; więzi tworzone przez handel i tylko handel zastąpią narodowość; oparty na zasadach porządek globalny – nadużywane określenie – zastąpi interes narodowy; i będziemy żyć w świecie bez granic, gdzie każdy stanie się obywatelem świata”. Jak podsumował: “to był głupi pomysł, ignorujący zarówno naturę ludzką, jak i lekcje płynące z ponad 5000 lat udokumentowanej historii ludzkości”.
Jak wykazywał dalej, doprowadziło to do katastrofalnych skutków. Zarzucił, że “wiele krajów inwestowało w potężne państwa opiekuńcze kosztem utrzymania zdolności do obrony”, do tego “by uspokoić kult klimatyczny, narzuciliśmy sobie politykę energetyczną, która zubaża nasze społeczeństwo, podczas gdy nasi konkurenci eksploatują ropę naftową, węgiel, gaz ziemny i wszystko inne”. Co więcej, “dążąc do świata bez granic, otworzyliśmy nasze drzwi na bezprecedensową falę masowej migracji, która zagraża spójności naszych społeczeństw, ciągłości naszej kultury i przyszłości naszych ludzi”. Jak podkreślił, są to wspólne problemy całego Zachodu, a Ameryka prezydenta Trumpa podejmuje się zadania “odnowy i odbudowy” wspólnoty – chociaż jest gotowa “w razie potrzeby zrobić to samotnie, [ale – dop. GP] naszym wyborem i nadzieją jest, że zrobimy to razem z, naszymi przyjaciółmi w Europie”.
Historyczna wspólnota wartości – które znajdują się w kryzysie
W następnej części wystąpienia Rubio opisywał jak głęboko zakorzeniona i realna jest wspólnota transatlantycka. “Ameryka została założona 250 lat temu, ale jej korzenie sięgają daleko, na ten kontynent. Człowiek, który osiedlił się i zbudował kraj, w którym się urodziłem, przybył na nasze brzegi, niosąc ze sobą wspomnienia, tradycje i wiarę chrześcijańską swoich przodków jako święte dziedzictwo, nierozerwalną więź między starym a nowym światem. Jesteśmy częścią jednej cywilizacji: cywilizacji zachodniej.” – zaznaczył. Ta różnorodna pełnia cywilizacji powoduje, że Stany Zjednoczone żywotnie interesuje się problemami Europejskimi poniekąd jako własnymi: “Dlatego my, Amerykanie, możemy czasami wydawać się nieco bezpośredni i natarczywi w naszych radach. Dlatego prezydent Trump wymaga od naszych przyjaciół w Europie powagi i wzajemności. Powodem tego, moi przyjaciele, jest to, że głęboko nam zależy”.
Nakreśliwszy głęboko zacieśnione relacje kulturowe, gospodarcze i wojskowe, odwołał się do najpilniejszego problemu, jaki ma zagrażać przyszłości Zachodu. “Fundamentalne pytanie [o bezpieczeństwo – dop. GP], na które musimy odpowiedzieć na początku, brzmi: czego właściwie bronimy, ponieważ armie nie walczą o abstrakcje. Armie walczą za lud, armie walczą za naród. Armie walczą o styl życia. I właśnie tego bronimy: wielkiej cywilizacji, która ma wszelkie powody, by być dumna ze swojej historii, pewna swojej przyszłości”. Zdaniem Rubio, który przywołał różnego rodzaju wielkie osiągnięcia naukowe, polityczne i kulturalne Zachodu, “tylko jeśli będziemy dumni z tego wspólnego dziedzictwa, możemy wspólnie rozpocząć pracę nad wizją i kształtowaniem naszej gospodarczej i politycznej przyszłości”.
Erozja tej dumy pochodzić ma z błędów polityków w przyszłości, które osłabiły Zachód deindustrializacją i utratą wpływów na Globalnym Południu w imię błędnie pojmowanego multilateralizmu oraz z masowej imigracji, która “przekształca i destabilizuje społeczeństwa na całym Zachodzie”. Jak zaznaczył, “kontrolowanie tego, kto i w jakiej liczbie wjeżdża do naszych krajów, nie jest przejawem ksenofobii. Nie jest nienawiścią. Jest to fundamentalny akt suwerenności narodowej”.
Wezwanie do subsydiaryzmu?
Subsydiaryzm (nazywany też zasadą pomocniczości) to zasada społeczna i polityczna, według której wyższe szczeble struktury powinny ingerować tylko wtedy, gdy szczebel niższy (lub szczeble) nie jest w stanie samodzielnie rozwiązać problemów, np. państwo powinno ingerować dopiero wtedy, gdy samorząd nie może zdziałać wyzwaniu, a samorząd, gdy społeczność lokalna etc. To ważny element katolickiej nauki społecznej, znanej Rubio ze względu na jego przekonania religijne, i odzwierciedla ponad 200-letni, konserwatywny pogląd amerykański, wedle którego rząd federalny powinien ustępować w działaniach rządom stanowym. Do jego przywrócenia jako podstawowej zasady w relacjach międzynarodowych nawoływał w czasie Zgromadzenia Ogólnego ONZ w 2025 r. argentyński prezydent Javier Milei; w Monachium wezwanie to ponowił Marco Rubio.
Przyznając, że “Organizacja Narodów Zjednoczonych wciąż ma ogromny potencjał, by być narzędziem dobra na świecie” wskazał, iż “nie musimy porzucać systemu współpracy międzynarodowej, który sami stworzyliśmy”. Dodał jednak, że Organizacja “w najpilniejszych sprawach, przed którymi stoimy, nie ma odpowiedzi i nie odegrała praktycznie żadnej roli”. Zwrócił uwagę, że Waszyngton musiał samodzielnie lub we współpracy z partnerami z regionów, sprostać licznym wyzwaniom. Podał na to kilka przykładów:
“W Strefie Gazy… to amerykańskie przywództwo uwolniło jeńców z rąk barbarzyńców i doprowadziło do kruchego rozejmu. Potrzeba było amerykańskiego przywództwa i partnerstwa z wieloma krajami… aby doprowadzić obie strony [Rosję i Ukrainę – dop. GP] do stołu negocjacyjnego w poszukiwaniu wciąż nieuchwytnego pokoju. Organizacja nie była w stanie powstrzymać programu nuklearnego radykalnych duchownych szyickich w Teheranie. Wymagało to precyzyjnego zrzucenia 14 bomb przez amerykańskie bombowce B-2… potrzebne były amerykańskie siły specjalne, aby doprowadzić tego zbiega [Nicolasa Maduro, uzurpującego sobie władzę w Wenezueli – dop. GP] przed oblicze sprawiedliwości”.
Podsumowując tę część wystąpienia przyznał, że “w idealnym świecie wszystkie te problemy i wiele innych zostałyby rozwiązane przez dyplomatów i stanowczo sformułowane rezolucje”. Z powodu, że “nie żyjemy w idealnym świecie i nie możemy dłużej pozwalać tym, którzy jawnie i otwarcie zagrażają naszym obywatelom i globalnej stabilności, kryć się za abstrakcyjnymi zapisami prawa międzynarodowego”, administracja Donalda Trumpa postanowiła odrzucić naiwnie przesadny idealizm, do czego zachęca również Europę.
Dwa żądania amerykańskie
Następnie Rubio znów nawiązał do transatlantyckiej wspólnoty przeszłości i interesów. “Przez pięć wieków, przed końcem II wojny światowej, Zachód się rozszerzał – jego misjonarze, pielgrzymi, żołnierze i odkrywcy wypływali z jego brzegów, aby przemierzać oceany, zasiedlać nowe kontynenty, budować rozległe imperia rozciągające się na cały świat” mówił, z sentymentem, by dalej powiedzieć: “Ale w 1945 roku, po raz pierwszy od czasów Kolumba, Europa się kurczyła. Europa leżała w ruinie… Wielkie zachodnie imperia weszły w fazę ostatecznego upadku, przyspieszonego przez bezbożne rewolucje komunistyczne i powstania antykolonialne”. Spowodować to miało pojawienie się nihilizmu i beznadziei, którym ostatecznie Zachód jednak się nie poddał – i “prezydent Trump i Stany Zjednoczone chcą teraz zrobić to znowu, razem z wami”.
Wtedy zwrócił się z dwoma apelami do Zachodu, faktycznie dość bezpośrednimi, jak zwracał wcześniej uwagę. Po pierwsze, Waszyngton “nie chce, aby jego sojusznicy byli słabi, bo to czyni go słabszym”; chce za to “sojuszników, którzy potrafią się bronić, aby żaden przeciwnik nigdy nie został skuszony do wystawienia na próbę naszej zbiorowej siły” i “którzy są dumni ze swojej kultury i dziedzictwa, którzy rozumieją, że są spadkobiercami tej samej wspaniałej i szlachetnej cywilizacji”. Po drugie “nie chcemy, by sojusznicy racjonalizowali zepsuty status quo, zamiast zastanowić się nad tym, co jest konieczne, aby go naprawić, ponieważ my, Amerykanie, nie mamy interesu w byciu uprzejmymi i uporządkowanymi opiekunami kontrolowanego upadku Zachodu”.
My z was
Kończąc mowę, Marco Rubio znów nawiązał do wątków wspólnej dla Zachodu historii, wskazując na europejskie korzenie Stanów Zjednoczonych: “dla nas, Amerykanów, nasz dom może znajdować się na półkuli zachodniej, ale zawsze będziemy dzieckiem Europy”. Wymienił po kolei różne wątki europejsko-amerykańskie:
“Nasza historia rozpoczęła się od włoskiego odkrywcy, którego wyprawa w wielką nieznaną, by odkryć nowy świat, przyniosła chrześcijaństwo do Ameryki – i stała się legendą, która zdefiniowała wyobraźnię naszego pionierskiego narodu.”
“Nasze pierwsze kolonie zostały zbudowane przez angielskich osadników, którym zawdzięczamy nie tylko język, którym mówimy, ale cały nasz system polityczny i prawny.”
“Nasze pogranicze zostało ukształtowane przez Szkotów-Irlandczyków (oryg. Scots-Irish – dop. GP) – dumny, dzielny klan z wzgórz Ulsteru, który dał nam Davy’ego Crocketta, Marka Twaina, Teddy’ego Roosevelta i Neila Armstronga.”
“Nasze wspaniałe serce Środkowego Zachodu zostało zbudowane przez niemieckich rolników i rzemieślników, którzy przekształcili puste równiny w globalną potęgę rolniczą – i przy okazji, radykalnie podnieśli jakość amerykańskiego piwa.”
“Nasza ekspansja w głąb lądu poszła w ślady francuskich handlarzy futrami i odkrywców, których nazwiska, nawiasem mówiąc, wciąż zdobią znaki drogowe i nazwy miast w całej Dolinie Missisipi.”
“Nasze konie, nasze rancza, nasze rodeo – cały romantyzm archetypu kowboja, który stał się synonimem amerykańskiego Zachodu – narodziły się w Hiszpanii.”
“A nasze największe i najbardziej ikoniczne miasto nazywało się Nowy Amsterdam, zanim zostało nazwane Nowym Jorkiem.”
Odniósł się także do osobistej historii, mówiąc, że chociaż nie wie, czy jego przodkowie żyjący w 1776 roku (żyjący w Piemoncie i Hiszpanii) wiedzieli czym jest 13 kolonii, które wyrwały się spod kontroli brytyjskiej, ale jest pewien, że “nigdy nie mogli sobie wyobrazić, iż 250 lat później jeden z ich bezpośrednich potomków wróci dziś na kontynent [europejski – dop. GP] jako główny dyplomata tego młodego narodu”.
Odezwa na podsumowanie
Kończąc swoją wypowiedź, amerykański sekretarz stanu zwrócił się bezpośrednio do narodów europejskich: “wytyczamy drogę do nowego stulecia dobrobytu… Chcemy to zrobić razem z Wami, z Europą, która jest dumna ze swojego dziedzictwa i swojej historii; z Europą, która ma ducha tworzenia wolności, która wysłała okręty na nieznane morza i dała początek naszej cywilizacji; z Europą, która ma środki i wolę, by się bronić”. Żeby jednak to osiągnąć, musimy wspólnie stawić czoła nowym wyzwaniom, ponieważ “wczorajszy dzień minął, przyszłość jest nieunikniona, a nasze wspólne przeznaczenie czeka”.


