Kiedy Wielka Brytania 31 stycznia 2020 roku ostatecznie opuściła Unię Europejską w kraju panował rozdźwięk. Jedni widzieli w większej samodzielności szansę a inni zagrożenie. Lata po wyjściu z europejskiej wspólnoty na wyspach nie żyje się zbyt dobrze pod względem gospodarczym – kraj już kilka lat boryka się z permanentnym kryzysem. Mimo opuszczenia UE i początkowej izolacji przez pozostałe państwa wspólnoty Wielka Brytania powoli odzyskuje miano jednego z liderów Europy i obok Francji i Niemiec zajmuje kluczowe miejsce, jeśli chodzi o głównego decydenta na kontynencie.
Dylemat Brytyjczyków – biedniej, ale samodzielnie
Proces wychodzenia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej trwał latami. Od referendum z 2016 roku do faktycznego opuszczenia wspólnoty minęło kilka lat, które upłynęły pod znakiem znalezienia sposobu na aksamitne wyjście– takie, które pozwoli na bycie samodzielnym przy jednoczesnym zachowaniu preferencyjnych umów dotyczących m.in. międzynarodowego handlu. Unia nie chciała jednak okazywać zbytniej uległości co do brytyjskiego rządu. Było wręcz przeciwnie – działania Brukseli i najważniejszych państw Unii miały raczej za zadanie ukarać Brytyjczyków za opuszczenie wspólnoty. Mieszkańcy wysp mieli odczuć na własnej skórze, że Brexit był błędem, że bez współpracy z pozostałymi członkami UE będą tylko biedniejsi i poniekąd faktycznie tak się stało.
Kolejne brytyjskie rządy pochodzące z Partii Konserwatywnej próbowały wynegocjować jak najlepszą dla swojego kraju umowę. Theresa May czy Boris Johnson odchodzili jednak z niczym. Unia chciała wręcz podzielić Wielką Brytanię na dwie, powiedzmy „ekonomiczne strefy”, a chodzi mi oczywiście o granicę pomiędzy Irlandią, a należącą do Brytyjczyków Irlandią Północną. Gospodarczo Zjednoczone Królestwo zdecydowanie straciło na Brexicie – nawet ponad 100 mld funtów rocznie ma znikać z gospodarki kraju. Do tego jego obywatele przestali mieć swobodny dostęp do europejskich rynków i tak po ludzku po prostu trudniej im nawet przekroczyć granicę własnego kraju. Co ciekawe wyjście Wielkiej Brytanii z UE było potraktowane właśnie troską o granice, także dla części Brytyjczyków może i dokładniejsze kontrole nie są aż tak dotkliwe, skoro ich zdaniem „odzyskali własne”. Opuszczenie wspólnoty było pokłosiem zbyt ambitnej polityki migracyjnej i dopuszczeniem do przyjeżdżania do kraju imigrantów z Europy Środkowej – Polaków czy Litwinów, których według Brytyjczyków było po prostu za dużo.
Udało się zatem doprowadzić do wypchnięcia z kraju pewnej części imigrantów za cenę dużego spadku gospodarczego i początkowej izolacji politycznej. Jak źle żyje się teraz na wyspach niech świadczy to w jak spektakularny sposób konserwatyści, którzy doprowadzili m.in. do samego Brexitu przegrali ostatnie wybory. Partia Konserwatywna straciła 244 miejsca w Izbie Gmin, tym samym tracąc władzę po 14 latach na rzecz Partii Pracy. W kraju rośnie jednak niezadowolenie także z rządów Keira Starmera, bo mimo zmiany władzy niewiele gospodarczo się poprawiło. W Wielkiej Brytanii rośnie więc poparcie dla partii skrajnych, a tradycyjne elity obok migrantów są obwiniani za złą sytuację.
Wielka Brytania utrzymuje wypracowaną w stosunkach międzynarodowych pozycję
Mimo tych problemów Wielka Brytania dalej utrzymuje wypracowane przez lata miejsce w stosunkach międzynarodowych. Kilka lat izolacji, które zafundowały jej inne państwa europejskie skończyło się wraz z atakiem Rosji na Ukrainę. Teraz Wielka Brytania obok Francji i Niemiec wiedzie prym w koalicji na rzecz bezpieczeństwa Europy. inne europejskie kraje musiały to uznać, mimo że niechęć do Brytyjczyków wśród elit była i częściowo nadal jest bardzo duża.
Gospodarczo na wyspach jak wszyscy wiemy nie dzieje się dobrze, ale kraj jest dalej silny militarnie, posiada także znaczny potencjał dyplomatyczny. Brytyjskie Siły Zbrojne mimo problemów są w pierwszej dziesiątce najsilniejszych na świecie. Poprzez tradycję kolonializmu Brytyjczycy utrzymują bazy w różnych obszarach świata, a także mają kontakty wśród władz państw, które kiedyś im podlegały. Byłe imperium kolonialne ma potencjał, Wspólnota Narodów ma potencjał, brytyjska dyplomacja ma potencjał – Dlaczego więc Europa miałaby z tego nie skorzystać? Izolowanie jednego z głównych państw NATO było w poprzednich latach dużym błędem. Kiedy na Ukrainę przyszedł otwarty konflikt Wielka Brytania jako nieliczne główne państwo europejskie właściwie od razu odcięło się od putinowskiej Rosji, a kraj miał dużo do stracenia – rosyjscy oligarchowie kochali wręcz Wielką Brytanię i jej kulturę. Nie ma co się więc dziwić, że z wysp uczynili drugie domy, a ich dzieci chętnie chodziły do elitarnych londyńskich i nie tylko szkół. Cała ta rosyjska sielanka skończyła się właściwie w kilka miesięcy.
Londyn dołączył do silnego wsparcia dla Ukrainy. Teraz jest jednym z najaktywniejszych członków koalicji chętnych. Brytyjczycy gotowi są łożyć większe pieniądze na Ukrainę, wysłać tam własnych żołnierzy tak, aby choć trochę zastąpić zmniejszone zainteresowanie konfliktem ze strony USA. Wielka Brytania przy tym nie uchyla się od zobowiązań wobec innych krajów NATO – przypomnijmy, że brytyjscy żołnierze stacjonują także w Polsce. Londyn przedstawia też zbieżne z innymi krajami Europy stanowisko wobec próby aneksji Grenlandii przez USA, gdzie deklarowana jest pełna solidarność z Danią. Warto, aby UE nie rezygnowała z takiego sojusznika jak Wielka Brytania. Może i Brytyjczycy chcieli opuścić UE, mieli ku temu powody i trzeba przyznać gospodarczo płacą za to wysoką cenę. Jednak nie można zapomnieć, że Londyn ma niewyobrażalnie wysoki wpływ na bezpieczeństwo całej Europy.

